Od paru lat obserwujemy powstające w okolicy wiatraki. Początkowo imponowały i fascynowały. Powoli stają się jednak problemem. Niektórzy już odczuli i odczuwają to na własnej skórze. A plany inwestorów są coraz większe. Tylko na terenie powiatu gołdapskiego planowanych jest budowa 50-100 kolejnych wiatraków. Część inwestorów otrzymało już pozwolenia na budowę, inni dopiero się przymierzają. W gminie Kowale Oleckie 4 inwestorów planuje budowę ponad 150 turbin. Planowane są również inwestycje na Szeskich Wzgórzach, w okolicach Lasów Skaliskich i Puszczy Boreckiej, na południowej ścianie Puszczy Rominckiej.

Czy aby na pewno to jest właściwe miejsce na tego typu inwestycje? Patrząc z punktu widzenia inwestorów na pewno tak. Mamy według różnych badań 2 lub 3 pozycję w Polsce pod względem „energetyczności" wiatru, czyli mówiąc po ludzku dobrze u nas wieje. Wzmożona aktywność i presja na nowe inwestycje powodowana jest również dotacjami unijnymi oraz zobowiązaniami naszego kraju jako członka UE do pozyskiwania do roku 2020 15% energii z odnawialnych źródeł (dyrektywa 2009/28/WE).

 

Jesteśmy na Google News - obserwuj nas!

 

 

Z drugiej strony mamy jednak też ograniczenia, które zazwyczaj są bagatelizowane. Podstawowym ograniczeniem jest brak linii przesyłowych oraz problemy z uzyskaniem warunków przyłączenia do sieci - przykład najbliższy, turbiny w okolicach Wronek ruszyły po kilkunastu miesiącach od ukończenia inwestycji. Drugim, a moim zdaniem nawet pierwszym ograniczeniem to obszary cenne przyrodniczo, które są niewątpliwie naszym największym atutem i bogactwem: Puszcza Romincka, Puszcza Borecka, Lasy Skaliskie. Wiatraki powodują z reguły śmiertelność ptaków i nietoperzy. W naszym regionie występuje wiele cennych i chronionych gatunków, które mogą na zawsze zniknąć z naszego krajobrazu. Może być tak, że za parę lat wszędzie będziemy widzieli wiatraki, ale nigdzie nie zobaczymy bociana białego czy orlika krzykliwego (wg badań niemieckich to jedne z najczęściej ginących pod wiatrakami gatunki). Inwestorzy mają obowiązek sporządzania raportów ornitologicznych i chiropterologicznych (czyli nietoperzowych), ale jak to w Polsce bywa, często robione są one z za biurka lub „poprawiane" tak, aby pasowały inwestorowi, gdyż nie ma licencji ani wymogów dla firm, świadczących takie usługi. Badania te może wykonać prawie każdy. Powinny być one wykonane w pierwszym etapie przedinwestycyjnym, jednak jak to w Polsce bywa robione są na końcu, gdy inwestor poniesie już duże nakłady finansowe na przygotowanie pozostałej dokumentacji, bo jakieś tam ptaszki i nietoperze to dla niego sprawa marginalna. Włodarze gmin liczą na znaczne wpływy do budżetów z tytułu podatków od nieruchomości, jednak interpretacja przepisów podatkowych przez Ministerstwo Finansów potwierdzona wyrokiem NSA (5.01.2010) rozwiewa złudzenia. Podatek nalicza się od fundamentów i wież, a nie całej wartości inwestycji (uśredniając fundamenty to 30mx30m, a wieże od 50m do 150m czyli średnio 14-20 tys. złotych rocznie od jednego wiatraka, zależnie od jego wysokości). Gminy nie podreperują znacząco swoich budżetów a fermy wiatrowe nie dadzą nowych miejsc pracy. Wiatrak można obsługiwać zdalnie przez telefon komórkowy z dowolnego miejsca. Ograniczą za to znacznie rozwój okolic. W promieniu pół kilometra od wiatraków nie będzie można postawić budynku mieszkalnego. Jest to odległość umowna, nie regulują tego przepisy, więc zdarza się, że turbiny stawiane są też bliżej istniejących już domów! Nie są to urządzenia ciche, a odgłosy przenoszone są czasem i na odległość do 2km. Wibracje, które wytwarzają skrzydła turbin, źle wpływają na zdrowie i samopoczucie ludzi i zwierząt. Niesłyszalne dźwięki o niskiej częstotliwości, w tym infradźwięki, nad którymi prowadzono i nadal prowadzi się badania to nieznany do końca temat, ale ciekawe wyniki badań można znaleźć np. tutaj (pdf). Migoczące czerwone światła ostrzegawcze montowane na wiatrakach odbijające się od łopat wiatraków w dzień i w nocy zakłócają wypoczynek i normalne funkcjonowanie, a nasz krajobraz zmieni się w morze czerwonych migających punkcików. Dlatego naprawdę dobrze powinniśmy się zastanowić czy jest to miejsc dla kolejnych wiatraków?


fot. Jacek Rakowski