Chciałbym przedstawić na łamach portalu swój problem. Może dzięki temu ktoś zrobi cokolwiek w tej sprawie. Od 3 lat jestem właścicielem posesji przy Cisowej 1. Od wprowadzenia się do swojego nowego domu walczę z bajorkiem, które pojawia się na granicy mojej posesji każdej wiosny i jesieni. Oczywiście nie na mojej działce, bo wówczas sam zrobiłbym porządek, ale na drodze gminnej. Nie do mnie należy więc rozwiązanie problemu. Dodam, że jest to jedyna droga do mojego domu.

Kiedy pada deszcz bądź topnieje śnieg nie mam szans na wyjście z domu pieszo. Mam dzieci w wieku szkolnym, one też muszą jakoś dojść do szkoły. Młodszą córkę mimo że mamy dosłownie dwa kroki do Szkoły Podstawowej nr 2 muszę wozić autem, bo nie ma szans przejść nawet w gumowcach. Chyba że zrobię sobie kładkę. Co roku piszemy pisma do naszych władz. Niestety, jesteśmy zbywani listami bez konkretnych odpowiedzi. Mamy już dość. Nas ma zaś dość staż pożarna (jednak cierpliwie nam pomaga), którą wzywamy czasem nawet dwa razy dziennie. Rozumiem, mają inne ważne problemy, ale co mamy zrobić innego? Nie wiem dlaczego w ogóle przed sprzedażą działki nie zrobiono porządku z zaistniałą sytuacją. Pewnie najlepiej było pozbyć się problemu, niech martwi się ktoś inny. Uważam jednak, że też płacę podatki, też mam prawo do godnego życia i normalnego dojścia do własnej posesji. Dziś po raz kolejny wezwaliśmy straż, by wypompowała wodę. Bez pomocy strażaków wdzierałaby się nam już do garażu.

 

Jesteśmy na Google News - obserwuj nas!

 

 

Ulica Cisowa nie ma w ogóle burzówki i w tym cały problem. Nie ma studzienek, które odbierałyby wodę. A że mieszkam najniżej, cała woda z topniejącego śniegu z całej ulicy spływa do mnie. Nie wiem, chyba pozostaje kupić wodery. To żart, ale już nie wiem, co mam robić i gdzie się udać po pomoc. Nie wiem, czy pan burmistrz chciałby mieć takie dojście do domu. Ja po trzech latach mam dość. Otrzymuję pisma, że są inne cele, inne sprawy. Pewnie wokół placu miasto wygląda pięknie, bo musi. Tam zaprasza się gości. Ale to, co dzieje się na poboczu, tego nikt nie widzi. Zdjęcia i pisma kierowane do Urzędu Miejskiego nie przynoszą rezultatów. Może teraz będzie inaczej?

Tomasz Bielski